Tbilisi

Tbilisi miało do nas pecha. Niewiele nam w sumie pokazało, głównie dlatego, że właściwie niewiele czasu spędziliśmy w stolicy Gruzji. Dlatego niech nasze wrażenia zastąpią nieliczne zdjęcia, które zrobiliśmy i kilka porad/informacji praktycznych.

Marszrutka z Kutaisi przyjeżdża na dworzec Didube. To jeden z dwóch dworców, odjeżdżają z niego marszrutki w kierunku Kazbegi, Mcchety, Gori, Batumi. Tuż obok jest stacja metra o tej samej nazwie. Aby skorzystać z metra, trzeba zakupić kartę przejazdową (kaucja 2 lari) i doładować ją dowolną kwotą. Jeden przejazd metrem kosztuje 50 tetri (pół lari). Przed każdym zejściem do metra znajdują się bramki, na których należy odbić kartę. Z jednej karty może korzystać dowolna ilość osób, byleby środki zgromadzone na niej były wystarczające do opłaty za przejazd 😉 Drugi z dworców „marszrutkowych” to  Samgori. Jeśli będziecie chcieli jechać do Dawid Garedża lub Kachetii, to właśnie z tego dworca.

Właściwie w Tbilisi nie byliśmy w żadnej atrakcji turystycznej, nie odwiedziliśmy tutejszych łaźni. Jedyną atrakcją turystyczną, którą „zaliczyliśmy” był wjazd kolejką linową na wzgórze zamkowe. Przejazd kosztuje 1 lari (można użyć tej samej karty, co do przejazdu metrem). Ze wzgórza roztacza się panorama na stolicę Gruzji. Myśmy byli wczesnym wieczorem, więc mogliśmy oglądać rozświetlone Tbilisi. A jest co oglądać, bowiem Gruzini podświetlają właściwie wszystko.

Żywiliśmy się w lokalnych knajpkach, z których możemy polecić trzy. Wszystkie w pobliżu Placu Wolności, bo w pobliżu mieścił się nasz hostel. Jedną z nich odwiedziliśmy już pierwszego dnia, weszliśmy tam, bo przez okno zobaczyliśmy imprezujących Gruzinów. Tak wygląda jak jest zamknięta (akurat była Wielkanoc),  schodzi się schodkami w dół:

Link do Google Maps: http://goo.gl/maps/8oyzm

Druga knajpka to Racha. Polecono ją nam (a właściwie Borysowi i Wioli w ich hostelu) jako tą, gdzie można zjeść tradycyjne gruzińskie jedzenie. Faktycznie nie zawiedliśmy się. Było równie smacznie jak w poprzedniej, a chyba jeszcze taniej. Obie knajpki są w pobliżu, dzieli je może 100m.

Link do Google Maps: http://goo.gl/maps/Df8Kp

Trzecia mieściła się obok tej pierwszej, też schodziło się do niej po schodkach. Była jedną z nielicznych knajpek czynnych w czasie Świąt. Znak rozpoznawczy – kremowo-brązowe wnętrze, dużo drewna. Nazwa była po gruzińsku 🙂 Do jedzenia polecamy tam zwłaszcza ostri i grilowane bakłażany z kremem orzechowym i granatami. Link do Google Maps: http://goo.gl/maps/yMMHG

Ponieważ byliśmy w Gruzji w czasie prawosławnej Wielkanocy, świątynie były pełne ludzi.

Przespacerowaliśmy się po starym mieście, przeszliśmy po Moście Wolności. Odwiedziliśmy jedną z głównych ulic, Rustaveli. Przez przypadek trafiliśmy na ciekawą wieżę zegarową. 

Być może poświęciliśmy trochę za mało czasu na Tbilisi, żeby miało okazję nas urzec 🙂

One comment

Dodaj komentarz

  1. Aster · Maj 30, 2013

    Nie trafiliście na pomnik warszawskej syrenki w Tbilisi?
    Podobno gdzieś jest. Na pewno syrenka była wysłana do Gruzji w 2008 roku.