Madera kulinarnie

Podczas każdego naszego wyjazdu staramy się poznawać lokalną kuchnię i przysmaki. Niektóre z nich, w miarę możliwości, przenosimy do naszej kuchni.Madera to przede wszystkim bogactwo owoców. Kilkanaście rodzajów marakui, anona, czy owoce filodendrona to specjały, których warto spróbować, zwłaszcza, że trudno je spotkać w innych krajach europejskich 🙂 Najpiękniej wyeksponowane są one w Mercado dos Lavradores, ale (jak już wspominałam w jednym z poprzednich wpisów) na same zakupy warto wybrać się na jakiś mniej „turystyczny” targ, gdzie ceny są bardziej przyjazne.

DSC09750_mini

Najlepsze marakuje to właśnie te, które nie wyglądają najapetyczniej – pomarszczone i zwiędnięte. Taki wygląd oznacza, że są naprawdę dojrzałe. Robiąc zakupy do domu, warto jednak kupić te mniej dojrzałe, gładkie – my tak właśnie zrobiliśmy i kiedy już dotarliśmy do domu (po krótkim pobycie w porto), marakuje były akurat idealne, by zrobić z nich danie, którego nauczyliśmy się w Wietnamie. 🙂

DSC09751_mini

DSC09753_mini

DSC09760_mini

DSC09761_mini

DSC09762_mini

IMG_0441_mini

Druga część Mercado dos Lavradores to ryby i owoce morza. Biało-czarne góry podłużnych rybich kształtów to espady – już oskrobane, bądź jeszcze nie. Espada to prawdziwa maderska specjalność, endemiczna ryba, która występuje tylko w dwóch miejscach na świecie – w pobliżu Madery i u wybrzeży Japonii. Olbrzymie oczy i podłużne szczęki, pełne ostrych zębów wyglądają dosyć groźnie, ale na szczęście nie spotkamy tych ryb podczas kąpieli morskich – żyją na głębokości ok. 1000 metrów, wyciągane przez rybaków na powierzchnię umierają z powodu różnicy ciśnień.

IMG_0017_mini

Kupimy tutaj też dużo bardziej powszechne gatunki – tuńczyka czy dorsza. Wszystkie ryby świeże – prosto z oceanu, w cenach naprawdę przystępnych: kilogram świeżego tuńczyka 7 do 10 euro, pałasz (espada) 2 euro.

DSC09754_mini

DSC09757_mini

DSC09758_mini

IMG_0451_mini

Espada podawana jest na Maderze zazwyczaj  ze smażonymi bananami, których jest tutaj naprawdę pod dostatkiem, prawie w każdym przydomowym ogródku znajdziemy kilka bananowców. Połączenie ryby z owocami w tym przypadku daje naprawdę bardzo dobry i smaczny efekt, na tyle smaczny, że podczas naszych wakacji chyba codziennie gościła na naszym stole 🙂 Za taki zestaw w restauracji płaciliśmy 7-9 euro.

IMG_0431_mini

Możemy też z czystym sumieniem polecić rewelacyjne steki z tuńczyka (w podobnej cenie, co espada):

IMG_0697_mini

IMG_0433_mini

Bardzo smakowały nam też charakterystyczne dla Madery owoce morza, skałoczepy, czyli lapas. Grillowane, podawane z masłem czosnkowym i maderskim chlebkiem bolo do caco, były świetną przystawką 🙂

IMG_0531_mini

Innym typowym dla kuchni maderskiej daniem jest także espetada, czyli szaszłyk. Świeża wołowina, nadziana na długi metalowy pręt, która kilka chwil spędza w piecu, smakuje rewelacyjnie. Miękkie mięso, przyprawione solą i czosnkiem, podaje się z bolo do caco, domowymi frytkami i sałatką. Na swoją espetadę trafiliśmy właściwie przypadkiem. Wracaliśmy krętą drogą w chmurze, zapadał już zmrok, a my byliśmy głodni i zmęczeni. Kiedy droga zjechała lekko w dół i znaleźliśmy się już pod chmurą, zaczęliśmy się rozglądać za czymś do zjedzenia. Na jednym z zakrętów pojawił się podłużny budynek, w którym znajdował się sklep spożywczy, sklep mięsny i mała knajpka z kilkoma stolikami. W oczy rzucał się rozpalony na zewnątrz spory piec. Zatrzymaliśmy się tam i nie żałowaliśmy tej decyzji. Okazało się, że sklepy i bar należą do jednej rodziny. Po zamówieniu espetady pan kucharz podszedł do lady chłodniczej w sklepie, wybrał odpowiedni kawałek wołowiny, sprawnie go pokroił, przyprawił i po kilku minutach dostaliśmy gotowe danie.

IMG_0632_mini

IMG_0636_mini

IMG_0638_mini

Kolejne dni to testowanie kolejnych smaków ryb. Nawet bardzo popularny u nas dorsz na Maderze smakował zupełnie inaczej niż w polskich smażalniach. 🙂

IMG_0699_mini

Ponieważ lubimy owoce morza, nie mogliśmy nie spróbować świeżej ośmiornicy. Danie z działu „przystawki” było wielkości sporego dania głównego, może przez to, że zostało podane z frytkami… Duszona w sosie pomidorowym ośmiornica smakowała wybornie i właściwie wystarczyła do najedzenia się dwóch osób 🙂

IMG_0898_mini

Madera to także wyśmienita kawa, podawana na wiele sposobów. Na zdjęciu poniżej obok kaw stoi także charakterystyczny dla miejscowości Camara do Lobos drink o nazwie Nikita. Ten akurat miał smak marakujowy, ale do wyboru były także ananasowe i truskawkowe, i był naprawdę świetny.

IMG_0479_mini

Jeżdżąc krętymi maderskimi drogami, w okolicach Santany trafiliśmy do małego barku, takiego dla miejscowych. Starszy pan za ladą zaoferował nam domowej roboty ponchę (tradycyjny maderski drink z rumu z trzciny cukrowej, miodu i – akurat w tym przypadku – soku cytrynowego), domowe ciasto miodowe i pasteis de nata, czyli portugalskie babeczki z masą budyniową.

IMG_0436mini

Oczywiście Madera to także charakterystyczny dla tej wyspy trunek – wzmacniane wino, które degustowaliśmy codziennie 🙂

IMG_9416mini

Maderczycy są bardzo gościnni i lubią turystów – kiedy spacerowaliśmy po Ribeira Brava i podziwialiśmy kiście bananów, wiszące w przydomowym ogródku, zostaliśmy obdarowani przez właścicielkę tychże kilkoma kilogramami dojrzałych owoców 🙂

IMG_0505_mini

PS Przepraszamy za jakość niektórych zdjęć, zwłaszcza tych wykonanych telefonem.

One comment

Dodaj komentarz

  1. Plecak i walizka · Listopad 11, 2013

    Ooooj, niedobrze jest czytać wpisy o jedzeniu tuż przed snem… Teraz jestem głodna!
    A co do zdjęć – zupełnie nie zauważyłam, które są robione telefonem. Ważne, że jest ich dużo i świetnie pokazują lokalną kuchnię! I wzmagają apetyt 😉 Zjadłabym teraz te wszystkie przysmaki! 🙂