Islandia dzień czwarty: jedziemy na Fiordy Zachodnie

Czwartego dnia opuszczamy Reykjavik i jedziemy na północno-zachodni kraniec wyspy. Czeka nas długa droga. Do pokonania mamy 700km – sporo, a biorąc pod uwagę, iż krajobrazy są przeciwko nam i co chwilę stajemy, by zrobić zdjęcia, to będzie naprawdę długi dzień.

Kilkadziesiąt kilometrów za Reykjavikiem wjeżdżamy w pięciokilometrowy tunel pod fiordem. Przejazd jest płatny 1000 koron (około 27 złotych), jednak biorąc pod uwagę ile drogi się zaoszczędza, to koszt spalonego paliwa wychodzi podobnie. Zaraz potem skręcamy w kierunku półwyspu Snaefellsnes, nad którym góruje oczywiście wulkan Snaefellsjökull. Jego szczyt jest pokryty lodowcem, a miejscowi wierzą w jego magiczną moc. Także nas zatrzymuje i u jego stóp urządzamy sobie „krótką” przerwę. Pogoda jest doskonała: świeci słońce, jest bezwietrznie, ciepło. Kładziemy się na miękkim mchu i … właściwie moglibyśmy tam zostać na dłużej, ale przed nami jeszcze szmat drogi .

Przystajemy jeszcze na moment przy jednym z przydrożnych parkingów, aby spojrzeć jeszcze raz na Snaefellsjökull. Takie parkingi można spotkać dość często, niemal przy każdym punkcie widokowym. I na każdym jest ławeczka ze stołem tak aby sobie usiąść i zrobić piknik, mając piękne widoki przed sobą.

Powoli dojeżdżamy do momentu, kiedy opuścimy asfaltową drogę i czekać nas będzie ponad 100km szutrowej nawierzchni. Oznacza to, że trzeba zatankować, że będziemy jechać wolniej i przede wszystkim, że nie zabraknie wspaniałych widoków. Stacje beznyznowe na główniejszych drogach można spotkać dość często – mniej więcej co 70 -100km, jednak na tych z numerem trzycyfrowym prawie ich nie ma. Wzdłuż takich dróg spotkać można jedynie pojedyncze domy i farmy. Stacje benzynowe na Islandii w większości są automatyczne i niepozorne. Gdyby nie oznakowanie można by je przegapić.

Jeszcze przed północą docieramy do Sudureyri. „Miasteczko” niewielkie, mieszka w nim może 100-150 osób i zajmuje się głównie połowem ryb i ich przetwórstwem. Takie małe miasteczko, a może wioska na końcu świata. Tu zostajemy na jedną „noc” i ruszamy dalej.

0 comments

Dodaj komentarz