Dzień pierwszy: W drodze do Tbilisi

Samolot Wizza wylądował w Gruzji trochę przed czasem.Lotnisko w Kutaisi zostało oddane do użytku we wrześniu 2012 roku. Chociaż „oddane do użytku” to trochę mocno powiedziane. W samym terminalu prowadzone są jeszcze drobne prace wykończeniowe. Hala przylotów jest niewielka, ledwo co mieści wszystkich pasażerów jednego samolotu. W kolejce stoimy dobre 15-20 minut i drugie tyle w oczekiwaniu na nasz bagaż. Niestety zdjęć terminala nie mamy zbyt wiele, bowiem co chwilę słyszeliśmy ze strony gruzińskiej policji „No photos”. Jeszcze w hali terminala dopadają nas taksówkarze proponujący nam swoje usługi. W cenach mocno kosmicznych: za naszą trójkę (okazało się, że w tym samym terminie leci do Gruzji Jahu, który zdecydował się do nas dołączyć) za kurs do Tbilisi pierwsza oferta to 150$, by po kilku krokach spaść do 60$. Dla nas to i tak za dużo. Wychodzimy z terminala wprost na podjazd, na którym stoją marszrutki, taksówki itp. Dwie minuty później siedzimy już w busiku. Za kurs marszrutką do Tbilisi płacimy 15 lari. Po drodze w Kutaisi zatrzymujemy się na stacji benzynowej, gdzie możemy wymienić walutę na lari i dopiero zapłacić za przejazd. Kurs, jak się okazało później, jest wszędzie niemal identyczny: 1$ = 1,64 lari, 1 euro = 2,16 lari.

Nasz pierwszy posiłek w Gruzji: szaszłyk, chaczapuri i pyszny, ostry sos na bazie pomidorów.

Nasz pierwszy posiłek w Gruzji: Chaczapuri i szaszłyk

Do Tbilisi docieramy około godziny 16.00. Z dworca Didube, gdzie zatrzymuje się większość marszrutek, przechodzimy na stację metra, już w czwórkę, ponieważ dołącza do nas Rafał, który przyleciał do Gruzji sam. Kupujemy kartę na metro i udajemy się w kierunku Placu Swobody/Wolności. Stąd już tylko krótki spacer dzieli nas od naszego pierwszego noclegu w Dream Hill Hostel. Spacer jest krótki, ale wymagający pewnej kondycji w chodzeniu po górach (dość strome podejście pod kątem ok. 45 stopni). 🙂 Szybkie zakwaterowanie, prysznic i ruszamy na pierwsze zwiedzanie wieczornego Tbilisi. Jeszcze krótko o hostelu. Nowy, czysty, miła obsługa. Na ostatnim piętrze bar z balkonem, z którego roztacza się widok na Tbilisi. Niemal nad hostelem biegnie kolejka gondolowa na pobliskie wzgórze. W barze gruzińskie piwo Natakhtari jest dosyć drogie – kosztuje 4 lari, podczas gdy to samo piwo w sklepie, w opakowaniu 2,5 litra kosztuje ok. 5 lari. Wifi jest bardzo słabe, internet działa kiepsko, właściwie trudno powiedzieć aby był.

Spacer po Tbilisi zaczynamy od placu Gorgasali, gdzie znajduje się sporo knajpek, ale raczej z tej wyższej półki. My szukamy kolacji w raczej niższych cenach, więc ruszamy dalej. Przechodzimy koło katedry Sioni, gdzie trwają uroczystości religijne. Jest spory tłum wiernych, w końcu to prawosławna Wielka Środa. Dochodzimy do Mostu Pokoju, przechodzimy na drugą stronę, podziwiamy nowoczesną budowlę w kształcie wygiętej rury, która wygląda na teatr/filharmonię – niestety, zapytany przechodzień nie potrafi nam powiedzieć co to jest. Idziemy jeszcze do stacji kolejki, sprawdzić ile kosztuje wjazd na Mtacmindę (1 lari). Ponieważ idąc do hostelu mijaliśmy kilka ciekawie wyglądających knajpek, decydujemy się na przejście w tamtym kierunku. Po drodze trafiamy do sklepu w rodzaju naszych warzywniaków, gdzie degustujemy gruzińskie snickersy, kapustę kiszoną, oglądamy przyprawy. Decydujemy się na jednego snickersa, czyli orzechy oblane zagęszczonym sokiem winogronowym.

Na kolację trafiamy do knajpki, w której siedzi już grupka gruzinów. Zamawiamy khinkali, do tego sałatkę z pomidorów i ogórków z pastą orzechową. 5 pierogów wystarcza, żebyśmy się najedli, więc z lekkim podziwem patrzymy na miejscowych, którzy bez problemu pochłaniają 10-sztukowe porcje 🙂 Do jedzenia zamawiamy białe wino. które smakuje lekko. jest chłodne i orzeźwiające. Kolacja dla 4 osób- 31 lari.

Ponieważ jesteśmy zmęczeni po nieprzespanej nocy, postanawiamy wrócić do hostelu. Ponieważ po drodze Rafał nabył litr czaczy, czyli gruzińskiej domowej wódki, oraz kawał sera, postanawiamy zabrać to na barowy taras i posiedzieć tam, podziwiając panoramę nocnego Tbilisi. Zmęczenie jednak bierze górę i po niedługim czasie padamy – nie od nadmiaru alkoholu, bo wypite zostało tylko ćwierć litra 🙂

0 comments

Dodaj komentarz