Antarktyda. Droga na koniec świata

Ushuaia. Miasto na końcu Świata. Dalej na południe nie ma już żadnego miasta. Stąd niedługo wypłyniemy poza kraniec świata. Na siódmy kontynent, jedyny, na którym ludzie nie mieszkają na stałe – na Antarktydę.

Ortelius

Ortelius (ten statek po prawej) czeka na nas w porcie w Ushuai

Nasz statek, Ortelius (notabene wybudowany w gdyńskiej stoczni) już czeka na nas przy nabrzeżu. Wkrótce wraz ze 120 innymi pasażerami wypłyniemy przez kanał Beagla na cieśninę Drake’a. Miną trzy dni zanim dotrzemy do brzegów Antarktydy. Długie trzy dni. Wody cieśniny Drake’a należą do najmniej spokojnych na kuli ziemskiej. Chyba każdy słyszał o cieszącym się złą sławą wśród marynarzy przylądku Horn. Dla nas to będą długie i wyczerpujące trzy dni. Po wypłynięciu z kanału Beagle trafiliśmy na prawdziwy sztorm. W opinii kapitana naszego statku należał on do top3 w jego dotychczasowej karierze. Wiatr wiał z prędkością dochodzącą do 65-70 węzłów, wysokość fal przekraczała 10m. W skali Beauforta niebezpiecznie zbliżaliśmy się do 12. I tak przez kilkanaście godzin. Później wiatr nieco zelżał, fale były ciut mniejsze, ale i tak dawały się nam we znaki. Poruszanie się po statku było utrudnione. Otwierając drzwi należało pamiętać by trzymać je mocno za klamkę i nie przytrzymywać w żaden inny sposób. Ciężkie, metalowe drzwi przy większym przechyle dość łatwo mogą wyślizgnąć się z rąk i przyciąć wszystko co stanie na ich drodze do futryny. O wyjściu na pokład nawet nie ma mowy. Zbyt duże ryzyko wypadnięcia za burtę.

A tak wyglądał sztorm z mostka kapitańskiego. Tu jedna z bardziej efektownych fal, choć ponoć wcale nie największa.

Życie na statku

Statek będzie naszym domem przez najbliższe dziesięć dni. Naszym hotelem, ulubioną (bo jedyną) restauracją, centrum rozrywki. Do dyspozycji pasażerów jest kilka rodzajów pokoi/kajut na trzech poziomach: dwu-, trzy- i czteroosobowe. My dostajemy kabinę o najwyższym standardzie porównywalnym ze standardem przyzwoitego pokoju hotelowego. Do dyspozycji mamy minibarek, dużą szafę na bagaże, rozkładaną sofę, podwójne łóżko, TV oraz oczywiście prywatną łazienkę.

Nasza kajuta

Nasza kajuta

Mała łazienka kryje w sobie prysznic, umywalkę.

Mała łazienka kryje w sobie prysznic, umywalkę.

Restauracja mieści się na środkowym pokładzie, mniej więcej w połowie statku. Ma to tą zaletę, że jest to miejsce gdzie przynajmniej w teorii najmniej buja i można zjeść w miarę spokojnie posiłki. Podczas całego rejsu podawane są trzy posiłki dziennie: śniadanie i lunch oraz obiadokolacja.

Na statku panuje polityka otwartego mostka co oznacza, iż każdy niemal o każdej porze dnia i nocy może wejść na mostek kapitański i przebywać tam do woli, rozmawiając z członkami załogi czy po prostu obserwować okolicę.

Antarktyczna higiena

Pewną formę rozrywki zapewniają nam też organizatorzy rejsu. Przez pierwsze dni jest się czym zająć. Każdy z uczestników odbiera parę gumowych butów przydatnych podczas niemal każdej wycieczki na ląd, kamizelkę ratunkową. Nie brakuje też krótszych czy dłuższych szkoleń, zarówno tych z zakresu bezpieczeństwa na statku, zasad ewakuacji, jak i tych dotyczących wymogów jakie obowiązują zarówno przed zejściem na ląd jak i na nim. Nie brakuje oczywiście obowiązkowej akcji odkurzania wszystkich ciuchów, plecaków, toreb itp., które mamy zamiar zabrać ze sobą ląd. Antarktyda jest chyba najbardziej chronionym obszarem na Świecie i wszystkie te zabiegi mają na celu zapobiegnięciu inwazji obcych gatunków. Odkurzając odzież czy plecaki pozbywamy się praktycznie wszystkich ewentualnych nasion roślin. Dodatkowo przed każdym zejściem ze statku i po powrocie na statek należy zdezynfekować obuwie. Dzięki temu zapobiega się przenoszeniu drobnoustrojów pomiędzy koloniami pingwinów. Poza obowiązkowymi szkoleniami można było uczestniczyć w wykładach o ekosystemie Antarktydy, przejść szybki kurs rozpoznawania ptactwa morskiego czy wysłuchać podstawowych porad na temat fotografii. A pomiędzy wykładami można zrelaksować się przy piwie w barze o wdzięcznej nazwie Krill`em All (to właśnie tym statkiem płynęła na koncert na Wyspie Króla Jerzego w Antarktyce ekipa Metalliki, stąd wzięła się nazwa baru).

Trzeciego dnia zaczynają pojawiać się pierwsze góry lodowe. Początkowo nieśmiało jakieś pojedyncze małe kawałki lodu a z czasem coraz więcej i więcej coraz to większych. A czwartego dnia statek cumuje w jednej z zatok Półwyspu Antarktycznego, a my możemy zejść z pokładu 🙂 A my możemy się przekonać o prawdziwości słów sławnych odkrywców z przeszłości.

„To ziemia skazana przez naturę nigdy nie poczuć ciepła promieni słońca, ale leżeć pogrzebaną pod wiecznym śniegiem i lodem. Straszna i dzika, brak mi słów aby ją opisać…”

James Cook

„Połyskująca biel, lśniący błękit, krucza czerń, ta ziemia w słonecznym świetle wygląda bajkowo. Wzniesienie za wzniesieniem, szczyt za szczytem – spękany, jak żaden na naszej planecie, leży dotąd nie oglądany, nie tknięty ludzką stopą dziki ląd…”

Roald Amundsen

0 comments

Dodaj komentarz